Teresa i Kamil

Miesiąc: luty 2026

To była prawdziwa lekcja tego, że w fotografii ślubnej nie ma czegoś takiego jak „zła pogoda” – są tylko nowe możliwości! Kiedy myślę o Teresie i Kamilu, od razu widzę ten kontrast. Z jednej strony nasza sesja narzeczeńska: szalona zabawa na łące, wysoka trawa i słońce, które nas wręcz rozpieszczało. Z drugiej strony dzień ślubu, który przywitał nas ścianą deszczu.

Lało praktycznie przez cały czas. Z perspektywy fotografa to zawsze wyzwanie, ale miało to swój plus – goście od progu trzymali się razem na sali, co od razu podbiło temperaturę imprezy. My jednak nie zamierzaliśmy się poddawać. Gdy tylko deszcz na moment odpuścił, ruszyliśmy pod starą stodołę. Jej wielkie drzwi i ściana gęsto pokryta bluszczem okazały się genialnym tłem do spontanicznych zdjęć. Zrobiliśmy tam mini plener i szybkie ujęcia z gośćmi, które dały wszystkim mnóstwo radości – może właśnie dlatego, że były robione „na partyzanta” między jedną ulewą a drugą!

Sama ceremonia odbyła się w Bazylice Mniejszej w Ziębicach. To potężna, majestatyczna świątynia. Choć jej wnętrze jest dość ciemne, to dla fotografa jest tam masa zakamarków i gry świateł, które pozwalają na naprawdę nieszablonowe kadry. Moment wejścia Pary Młodej był wyjątkowo wzruszający – na wejście zaśpiewała im świadkowa, Agata, i muszę przyznać, że ciarki były gwarantowane.

Na wesele przenieśliśmy się do Zajazdu Derkacz, gdzie za sterami stanął DJ Waldemar House. Waldek to taki typ, który z pozoru wydaje się cichy i spokojny, ale jak już złapie za mikrofon i odpali sprzęt, to rozkręca imprezę na medal! A skoro o rozkręcaniu mowa – Teresa i Kamil zaserwowali gościom coś, co totalnie skradło moje serce. Zamiast tradycyjnego, słodkiego tortu, wjechała… pizza! Młodzi sami ją pokroili i podali gościom. Muszę Wam zdradzić, że ja osobiście za pizzą jakoś szczególnie nie przepadam, ale ta była naprawdę bardzo dobra. Goście za to byli totalnie zachwyceni i dla mnie to absolutny hit oraz genialna alternatywa, która idealnie pasowała do ich luźnego podejścia.

Na sesję poślubną pierwotnie planowaliśmy pałacowe wnętrza, ale życie zweryfikowało te plany i finalnie wylądowaliśmy w naszych Górach Sowich. I wiecie co? Nie mogło być lepiej! Zrobiliśmy jesienną sesję pełną ciepła, radości i szczerych przytulasów wśród rudych liści. Czasami to, co spontaniczne i nieplanowane, wychodzi najlepiej.

Tereso, Kamilu – dzięki za ten dystans do deszczu i za najlepszy „tort” sezonu!

 

Tego dnia towarzyszyła nam również Iwona jako ContentCreator – IS Ślubnych Wspomnień

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Ola i Bartek

Miesiąc: luty 2026

To była historia pełna rodzinnego ciepła, ognistego temperamentu i... małego błędu w Matrixie! Kiedy myślę o ślubie Oli i Bartka, od razu przypomina mi się ten niesamowity balans między totalnym szaleństwem na parkiecie a klimatem slow wedding, który panował w ogrodzie.

Zaczęło się od przygotowań w Krotoszynie. U obojga gościł ten sam scenariusz: duży luz, dużo śmiechu i zero niepotrzebnej spiny. Ta rodzinna atmosfera towarzyszyła nam przez cały dzień, ale to, co działo się później w Restauracji Wawrzyniak, na długo zostanie mi w pamięci.

Zacznijmy od muzyki, za którą odpowiadał DJ Schock. I tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać – przeżyłem niezłe zdziwienie. Wchodzę na teren obiektu, witam się z DJ-em, który stoi na zewnątrz. Sekundę później wchodzę na salę, a tam… znów on! Ten sam gość, stoi za konsolą. Przez chwilę myślałem, że to jakieś czary albo nadmiar emocji, a okazało się, że za sterami siedzieli bracia bliźniacy – Piotr i Paweł. Trzeba przyznać, że chłopaki robią robotę, bo parkiet dosłownie płonął!

Kiedy goście potrzebowali złapać oddech, ogród Restauracji Wawrzyniak stawał się idealną strefą relaksu z drinkami i rozmowami. To właśnie tam odbył się jeden z najbardziej spektakularnych momentów wieczoru – podanie tortu. Nie było tradycyjnie i nudno; w tle wystrzelono kolorowe race, co stworzyło genialne widowisko. Całość dnia zwieńczyliśmy klimatyczną sesją z zimnymi ogniami, które zawsze dodają tej odrobiny magii.

Na sesję plenerową miałem jednak zupełnie inny pomysł. Chciałem podkreślić styl vintage i nadać zdjęciom nieco onirycznego, miękkiego charakteru. Wykorzystałem stary fotograficzny patent i… założyłem pończochę na obiektyw. Efekt? Dokładnie taki, jakiego szukałem! Ola i Bartek bawili się doskonale, tańcząc w promieniach zachodzącego słońca, a ja mogłem uwiecznić ich radość w sposób, który wygląda jak z klatki starego filmu.

Ola, Bartek – dzięki za tę dawkę energii i za to, że daliście się namówić na moje fotograficzne eksperymenty!

PS. Nie mogę nie wspomnieć o pewnej bohaterce drugiego planu! Jedna z pań dzień przed ślubem doznała kontuzji kostki i nie była w stanie sama chodzić. Na szczęście znalazł się bohater, który pomógł jej się przemieszczać i zrobił to w bardzo oryginalny sposób – nosząc ją na ramieniu przez całą imprezę. Takich gości tylko pozazdrościć!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Ewelina i Rafał

Miesiąc: luty 2026

To była historia z serii „pozory mylą”! Ewelina i Rafał to para, która na pierwszy rzut oka zdaje się być oazą spokoju i opanowania, ale wystarczy dosłownie iskra, jeden impuls, żeby odpalili się ze swoim szaleństwem i pokazali, co to znaczy dobra zabawa.

Już na sesji narzeczeńskiej, którą zrobiliśmy na łące skąpanej w promieniach zachodzącego słońca, czuć było tę fajną energię. Ale to, co działo się w dniu ślubu, przerosło moje oczekiwania. Przygotowania? Totalny luz. Do tego stopnia, że Rafał po wbiciu się w garnitur, uznał, że ma jeszcze chwilę, więc wraz ze świadkiem rozegrali szybki mecz w Fifę na konsoli. Takie podejście do „godziny zero” to ja szanuję!

Do ślubu ruszyli stylowym, zielonym Garbusem. Sama uroczystość odbyła się w przepięknym Kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Kamieńcu Ząbkowickim. Ponieważ Rafał z zawodu jest policjantem, koledzy z pracy przygotowali dla nich uroczysty szpaler – moment wejścia i wyjścia z kościoła wyglądał dzięki temu niesamowicie godnie i filmowo.

Wesele odbyło się w „Karolówce” w Paczkowie. Zacznijmy od tego, że pierwszy taniec w ciężkim dymie był po prostu magiczny, ale to był tylko wstęp. Wykorzystaliśmy ogród Karolówki, żeby wraz z ich przyjaciółmi zrobić sesję z racami dymnymi – wyszedł z tego niezły ogień! Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie wszystko dało się zaplanować w stu procentach. Kiedy na zakończenie dnia wymarzyliśmy sobie nocne zdjęcia przy napisie LOVE, pogoda postanowiła spłatać nam figla. Zaczął padać deszcz, więc musieliśmy urządzić sobie polowanie na każdą minutę przerwy w opadach, żeby złapać te wymarzone kadry. Udało się!

Na sesję poślubną uciekliśmy od natury. Ewelina i Rafał, podobnie jak ja, stwierdzili, że lasy i łąki to nie ich bajka, za to miejska dżungla pasuje im idealnie. Padło na Łódź i legendarną ulicę Piotrkowską. Przez kilka godzin zwiedzaliśmy wąskie uliczki, ukryte przejścia i klimatyczne podwórka starych kamienic. Był czas na szybką kawę i coś, co kompletnie skradło show – sesja na hulajnogach elektrycznych! Młodzi śmigali nimi po „Pietrynie” w ślubnych strojach, a przechodnie oglądali się za nami z nieskrywaną zazdrością. Nie mogliśmy też odpuścić łódzkich murali, które stały się genialnym tłem dla ich miejskiego, nowoczesnego klimatu.

Ewelina, Rafał – dzięki za ten dystans i za to, że pozwoliliście mi uwiecznić Wasze „drugie, szalone oblicze”!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Gosia i Kuba

Miesiąc: luty 2026

To był ślub z tych, na które fotograf czeka, przebierając nogami i odliczając dni w kalendarzu! I nie chodziło tylko o to, że Para Młoda jest niesamowicie sympatyczna, czy o genialne miejsce na wesele, ale o to, że wiedziałem, na co się piszę. To było kolejne spotkanie z ekipą, przy której czuję się po prostu jak wśród swoich. Nie ma nic lepszego niż wejście na imprezę, gdzie połowa gości to już Twoi dobrzy znajomi!

A skąd my się w ogóle znamy? Gosię i Kubę poznałem kilka lat wcześniej na weselu Emilii i Kamila – brata Gosi. Pamiętałem doskonale, jaki ogień był wtedy na parkiecie, więc teraz też byłem pewny, że nikt nie będzie podpierał ścian. Nie myliłem się, ale zacznijmy od początku.

Przygotowania odbyły się w całym Kompleksie Dworzysko i muszę przyznać, że ta przestrzeń daje niesamowite możliwości. Klimat od rana był totalnie na luzie – zero spiny, stresu czy zbędnego pośpiechu. Wyszliśmy na świeże powietrze, żeby złapać przygotowania Kuby w ogrodzie, a Gosia szykowała się na balkonie Dworu Idy. Musieliśmy jednak działać dość sprawnie, bo niebo zaczęło nam lekko grozić deszczem i całe szczęście, że zdążyliśmy, bo chwilę później faktycznie solidnie popadało. Ale wiecie co? Nikomu nie zepsuło to humorów. Przecież deszcz to nie koniec świata, a dla fotografa to nawet mały bonus – kolory robią się wtedy niesamowicie żywe i soczyste!

Na samą uroczystość opuściliśmy na chwilę kompleks, żeby udać się do kościoła. I tu, muszę przyznać, słońce by się jednak przydało, bo wnętrze okazało się dość ciemne i lekko ponure, ale nie była to dla nas żadna wielka przeszkoda. Prawdziwe show zaczęło się jednak po powrocie do Stodoły w Dworzysku. W okolicy chyba nie ma drugiego tak klimatycznego miejsca na wesele! Zwłaszcza że za ustrojenie sali odpowiadał Pan Decor, co tylko podbiło ten niesamowity efekt.

Do tego za sterami stanął DJ STRANGE, czyli Adrian. Na początku było klasycznie – Slow Wedding, czas na pogaduchy i wspominki – ale jak Adi bierze się za prowadzenie, to nie ma mowy o zamulaniu. Parkiet dosłownie zapłonął! W międzyczasie udało nam się jeszcze wyskoczyć na krótką sesję z gośćmi i muszę przyznać, że Gosi i Kubie trafiła się wyjątkowo zwariowana ekipa. Zrobili niezłe show z kolorowymi racami dymnymi, a na koniec tak ich poniosła energia, że Para Młoda dosłownie poszybowała do nieba za sprawą kilku solidnych podrzutów. Działo się tego dnia, oj działo!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center