Gosia - sesja wizerunkowa

Miesiąc: kwiecień 2025

Gośka zdecydowała się na swoją pierwszą sesję fotograficzną jako prezent na dzień kobiet. Zdecydowanie odważny krok, zwłaszcza, że na co dzień jest fryzjerem i barberem – osobą, która potrafi poradzić sobie nawet z najbardziej wymagającymi klientami (w tym również ze mną!).

Tym razem postanowiła spróbować czegoś nowego, a ja miałem przyjemność to uwiecznić. Wybraliśmy się do StoryStudio w Świdnicy, które stało się idealnym miejscem do stworzenia tych zdjęć. Studio ma niesamowitą przestrzeń i świetne industrialne okna, przez które wpada naturalne światło – idealne do zdjęć, które od razu nabierają charakteru.

Gośka, mimo że to jej pierwszy raz przed obiektywem, spisała się świetnie. Była otwarta na różne pomysły, a efekt końcowy mówi sam za siebie – zdecydowanie poradziła sobie jak doskonale. Sami zobaczcie

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Karolina i Maciek - Ślub w Kościele Wang

Miesiąc: kwiecień 2025

Zazwyczaj staramy się nie pracować w Sylwestra – to dla nas czas na własne rytuały, spędzony w kameralnym gronie, celebrując zakończenie roku po swojemu. Tym razem jednak zrobiliśmy wyjątek… ale umówmy się – nie byle jaki!

Od zawsze marzyło nam się sfotografowanie ślubu w Kościele Wang w Karpaczu. Gdy Karolina napisała do nas zapytanie o dostępność terminu, byliśmy ciekawi, co to za para, jaki ślub planują… A kiedy dodała, że ceremonia odbędzie się właśnie w Wang, decyzja zapadła w ułamku sekundy. Trzeba było to zrobić! I to jak na zakończenie roku! Do tego jeszcze jeden smaczek – ślub ewangelicki, więc coś nowego, bo do tej pory nie mieliśmy okazji fotografować ceremonii Kościoła Ewangelickiego. Przyznam szczerze, że w głowie mieliśmy mnóstwo pytań – jak to wygląda, ile trwa, jakie są różnice?

Na szczęście Karolina wszystko nam dokładnie wytłumaczyła – rozjaśniła, jak będzie przebiegać uroczystość, na co zwrócić uwagę i na co się przygotować. Muszę przyznać, że taka forma zaślubin bardzo przypadła nam do gustu! Było intymnie, bez zadęcia, z luzem i ogromną serdecznością. A że Zośka miała już prawie pół roku, pojechaliśmy całą ekipą – Monika tym razem w roli gościa, mogła na spokojnie przeżyć tę chwilę, bez presji złapania idealnego kadru. Dołączyli do nas też Justyna i Michał, którym lata temu fotografowaliśmy ślub, a dziś trzymamy bliski kontakt i z którymi wspólnie, w świetnym towarzystwie, przywitaliśmy nowy rok.

Sam Kościół Wang… cóż, to miejsce zachwyca! Już pomijając jego historię i to, jak znalazł się w Karpaczu, to jego wnętrze i klimat są po prostu niesamowite. Kameralność, drewniane ściany, światło wpadające przez witraże – naprawdę można poczuć magię tego miejsca. Każdemu, kto będzie w okolicy, polecam tam zajrzeć! A sama ceremonia? Zero sztywnej atmosfery, żadnej zbędnej pompatyczności, za to mnóstwo uśmiechu i ciepła. Widać było, że to dzień Karoliny i Maćka – dokładnie taki, jaki chcieli.

Ale to nie koniec naszej wspólnej historii! Z Karoliną i Maćkiem spotkałem się jeszcze na sesji poślubnej – już w nowym roku, z nową energią i świeżym zapałem. Pojechaliśmy do Opactwa Cystersów w Lubiążu. Nie raz mówiłem, że zamki i pałace to nie do końca nasza bajka, ale to miejsce pozytywnie mnie zaskoczyło. Może dlatego, że ma w sobie więcej surowości niż klasycznego „pałacowego” klimatu – zamiast złotych zdobień i przepychu mamy tu stare mury, przestrzeń i światło, które wpada przez ogromne okna, tworząc genialne efekty. To jedno z tych miejsc, które uczą, że warto czasem wyjść ze swojej strefy komfortu i spojrzeć na coś świeżym okiem.

Nowy rok, nowa energia, a my już zacieramy ręce na kolejne fotograficzne przygody!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Marta i Kamil

Miesiąc: kwiecień 2025

Ślub Marty i Kamila był jednym z ostatnich w sezonie 2024. Z jednej strony fajnie, bo będzie można chwilę odsapnąć... z drugiej szkoda, bo jak się lubi swoją pracę, to dłuższa przerwa sprawia, że zaczyna się tęsknić za tym całym ślubnym zamieszaniem.

Kolejny raz powtórzę – sesja narzeczeńska to nie tylko zdjęcia, nie tylko fajna pamiątka. To przede wszystkim okazja, żeby się poznać. Żebyśmy mogli zobaczyć, jacy jesteście, co lubicie, jak się zachowujecie przed obiektywem, ale też żebyście Wy mogli zobaczyć, jak my pracujemy. Żebyście wiedzieli, czego się po nas spodziewać, jakiego humoru się spodziewać i – co najważniejsze – żeby w dniu ślubu nie stresować się naszą obecnością. Bo wiadomo, że ślub sam w sobie bywa stresujący, więc po co dokładać sobie dodatkowych nerwów przez aparaty w pobliżu?

A skoro o sesji narzeczeńskiej mowa – pomysł na nią zrodził się w mojej głowie, a Marta i Kamil dowiedzieli się o nim dopiero, gdy spotkaliśmy się na miejscu! W ciemno zgodzili się na moją wizję, co było strzałem w dziesiątkę. Sesja wyszła dokładnie tak, jak sobie wymyśliłem, a na szczęście przypadła im obojgu do gustu. Takie zaufanie do fotografa – bezcenne!

Marta to osoba, która mocno przejmuje się szczegółami, co było widać na każdym kroku. Chciała, żeby wszystko było dokładnie takie, jak sobie wymarzyła – i trzeba przyznać, że jej się to udało. Jednym z ciekawszych akcentów było to, że druhny miały na sobie czarne suknie. Na początku było to dla mnie zaskoczenie, ale efekt finalny? Sztos! Klasa, elegancja i coś innego niż standardowe pastele. Tak, Zośka wciąż za młoda, by mogła puścić Monikę ze mną na ślub – więc i tym razem działałem solo.

Dobrze jest kończyć sezon ślubny takim przytupem! Parkiet? Pełny przez cały wieczór. Marta i Kamil doskonale wiedzieli, kogo zaprosić na wesele – ludzi, którzy przyszli tam się bawić! A wisienką na torcie był krótki spacer z zimnymi ogniami. Co prawda było naprawdę zimno, ale nikt się tym nie przejmował… No, może poza Martą, która trzęsła się jak osika. Ale mówiła, że warto było – więc uznajmy, że było warto.

Żeby jednak nie było tak cukierkowo – wszystko było super, aż do dnia sesji poślubnej. Marta wybrała Pałac Marianny Orańskiej i zapowiadało się pięknie, ale pogoda stwierdziła inaczej. My zawsze powtarzamy, że pochmurny dzień to najlepsza pogoda na sesję… ale niekoniecznie, kiedy jest 4 stopnie i panna młoda pozuje w samej sukience. Na dodatek deszcz postanowił zakończyć nasze zdjęcia wcześniej, niż planowaliśmy. Ale – misja wykonana, kadry mamy, a to jest najważniejsze!

Marta, Kamil – mam nadzieję, że do zobaczenia przy kolejnej okazji!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Patrycja i Łukasz - wesele z powodzą w tle

Miesiąc: kwiecień 2025

Z Patrycją i Łukaszem znamy się już od jakiegoś czasu – mieliśmy okazję fotografować śluby w ich rodzinie, a każda impreza była po prostu petardą! Wiedzieliśmy, że i tym razem parkiet będzie w ogniu. No i nie zawiedliśmy się!

e względu na to, że Zośka miała wtedy niecałe dwa miesiące, musiałem pojechać na ten ślub sam. I przyznam, że powrót do domu stanął pod dużym znakiem zapytania… Ślub odbywał się 14 września – dokładnie w dniu powodzi na ziemi kłodzkiej. Osada Górski Potok, gdzie odbywała się zabawa weselna, początkowo wydawała się bezpieczna (jak się okazało, tylko do następnego dnia, bo i to miejsce nie uniknęło podtopień). Natomiast drogi i mosty w okolicy były mocno zalane i przez chwilę istniała realna obawa, że utknę tam na dłużej. Na szczęście udało się wrócić do domu bezpiecznie… Ale wróćmy do rzeczy najważniejszej – wielkiego dnia Patrycji i Łukasza!

Pogoda może nie była sprzymierzeńcem – nie było co prawda wielkiej ulewy, ale deszcz padał i nie wyglądało na to, że przestanie. Nikt jednak nie tracił dobrego nastroju! Liczyło się to, by przeżyć ten dzień w świetnym humorze i bawić się do upadłego. To była kolejna okazja, żeby spotkać znane już twarze i czuć się jak wśród dobrych znajomych. To jest właśnie ta przewaga fotografowania rodzin, które się zna – atmosfera jest po prostu domowa.

Nie będę rozwodził się nad tym, że przygotowania, ślub i cała organizacja przebiegły sprawnie – to było oczywiste. Najważniejsze było to, co działo się na parkiecie! A ten, jak się można było spodziewać, eksplodował energią! Wszystko za sprawą DJ Gentlemana, który nie tylko dbał o muzykę, ale i sam wbijał na parkiet, żeby rozkręcać imprezę. Piotrek to po prostu wulkan energii – kiedy pracujemy razem, zawsze wiem, że będzie ogień!

Nie obyło się jednak bez momentów grozy… głównie dla mnie! W pewnym momencie pod salę podjechał wóz strażacki na sygnałach. Strażacy zdecydowanym krokiem wkroczyli do środka. Pierwsza myśl? Ewakuacja! Przecież wokół nas szalała powódź. W głowie miałem już scenariusz, że do domu wrócę dopiero za kilka dni… Na szczęście okazało się, że to zaprzyjaźniona ekipa strażaków przyszła złożyć nowożeńcom życzenia! Cóż… Była godzina 22:00, ale po takiej dawce adrenaliny kawy już nie potrzebowałem.

To był dzień, którego nigdy nie zapomnę – i to nie tylko przez powódź. To był po prostu kawał dobrej imprezy, świetni ludzie i wyjątkowe chwile, które warto było uwiecznić!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center