Renata - sesja wizerunkowa

Miesiąc: marzec 2026

To był jeden z tych projektów, które dają podwójną satysfakcję – nie tylko artystyczną, ale przede wszystkim ludzką. Poznajcie Renatę, która postanowiła sprawić sobie wyjątkowy prezent na swoje kolejne „osiemnaste” urodziny. Co w tym najpiękniejsze? Renata wylicytowała tę sesję na aukcji charytatywnej, którą wystawiłem, by wesprzeć małą Laurkę w jej walce o zdrowie.

Dla Renaty było to zupełnie nowe doświadczenie – nigdy wcześniej nie stała przed profesjonalnym obiektywem. Na początku, jak to zwykle bywa, pojawiła się lekka nieśmiałość i dystans do aparatu. Jednak wystarczyło kilka chwil rozmowy i wspólnego szukania kadrów, by lody całkowicie puściły. Renata pokazała swoje prawdziwe, niezwykle pogodne „ja”. Jest osobą niesamowicie uśmiechniętą i pełną życia, co zresztą widać na każdym ujęciu. Moim zdaniem poradziła sobie doskonale!

Przy okazji mam małą podpowiedź dla wszystkich, którzy czują lęk przed sesją: naprawdę nie ma czego się bać. Moim zadaniem jako fotografa jest pomóc Wam we wszystkim – od ustawienia rąk, po znalezienie najlepszego profilu. Poprowadzę Was tak, by finalne zdjęcia wyglądały jak z katalogu, a sama sesja była po prostu dobrą zabawą.

Na miejsce zdjęć wybraliśmy oczywiście Studio Przedmieście w Świdnicy. Pogoda zagrała z nami w jednej drużynie – wpadające przez okna ostre, marcowe słońce pozwoliło nam na świetną zabawę światłocieniami, co dodało zdjęciom charakteru i głębi.


Jeśli ktoś z Was chciałby również dołożyć swoją cegiełkę i pomóc Laurze oraz jej rodzicom, zostawiam link do oficjalnej zbiórki. Każdy gest ma znaczenie!

Link do zbiórki: Wsparcie dla Laurki

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Marta i Piotr

Miesiąc: marzec 2026

To był dzień, w którym wszystko zagrało idealnie – od ekipy, przez pogodę, aż po niesamowitą energię Marty i Piotra. Tym razem pracowaliśmy w duecie z Moniką, co dla nas samych było wyjątkowe – w końcu, po dłuższej przerwie, mogliśmy znów stanąć ramię w ramię na zleceniu (Zośka w tym czasie dzielnie spędzała czas z babcią). Praca we dwoje to dla nas ogromny komfort, który pozwala skupić się w pełni na zadaniu i złapać dwa razy więcej emocji z różnych perspektyw. Na pokładzie był też Dawid z Lotnia Weddings, więc w takim składzie wiedzieliśmy, że materiał będzie petardą.

Zanim jednak uciekliśmy na łono natury, musieliśmy zmierzyć się z miejskim gąszczem Łodzi. Przygotowania odbywały się w klasycznej scenerii – oboje szykowali się w mieszkaniach na łódzkich osiedlach z tzw. wielkiej płyty. Ten surowy klimat blokowisk zawsze tworzy niesamowity, autentyczny kontrast z elegancją ślubnych strojów. U Piotra zaczęło się od małego sprawdzianu umiejętności manualnych – tuż przed wyjściem odpadł guzik w koszuli. Na szczęście z pomocą przyjaciół operacja igłą i nitką zakończyła się pełnym sukcesem. U Marty, mimo sporego grona bliskich osób i radosnego gwaru, wszystko szło jak z płatka. Prawdziwa kulminacja nastąpiła jednak w momencie ich spotkania. Gdy Piotr w końcu ujrzał Martę, zadziałała czysta magia. To był ten autentyczny, bezbronny zachwyt, który uwielbiamy fotografować – moment, w którym świat na chwilę przestaje istnieć.

Do Przystanku Zofiówka Młodzi ruszyli z przytupem – czerwonym Triumph Spitfire z odsłoniętym dachem. Widok ich roześmianych twarzy w tym klasycznym aucie był zapowiedzią tego, co czekało nas na miejscu.

Przystanek Zofiówka to prawdziwa enklawa spokoju, ukryta w lesie, na totalnym odludziu. Słońce przedzierające się przez korony drzew stworzyło genialne światłocienie, które idealnie podkreśliły dekoracje przygotowane przez Małgosię „Mooshka” Muszyńską. Tuż przed ceremonią udało nam się zrobić krótką, spontaniczną sesję – chwilę na oddech, przytulenie i wyciszenie nerwów przed najważniejszym „tak”. Sama uroczystość plenerowa, choć prowadzona przez urzędnika, miała niezwykle osobisty i rodzinny charakter. Wszystko za sprawą własnych przysiąg, które Marta i Piotr wygłosili sobie nawzajem. Nie zabrakło łez wzruszenia, ale tych najlepszych – płynących prosto z serca i mieszających się z szerokim uśmiechem.

A potem? Potem parkiet dosłownie zapłonął! Mateusz z Rustykalnych Artystów zadbał o to, by nikt nie podpierał ścian. Zabawa przeniosła się do budynku tuż przy altanie, gdzie drewniana podłoga i sufit doskonale współgrały z ciepłym, nastrojowym światłem DJ-a, tworząc niesamowicie przytulną całość. Leśne otoczenie sprzyjało nietypowym rozwiązaniom – tort podano pod gołym niebem, co w otoczeniu ciemnego lasu wyglądało fenomenalnie. Gdy się ściemniło, goście ponownie wyszli do ogrodu, by wspólnie zatańczyć belgijkę i wziąć udział w szybkiej, totalnie luźnej sesji z gośćmi, która była idealnym domknięciem tego radosnego szaleństwa.

Ale to był fajny dzień!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Chrzest Wiktora

Miesiąc: marzec 2026

To była kolejna piękna okazja, by spotkać się z rodziną Patrycji i Łukasza. Nasza wspólna fotograficzna droga trwa już dobrych kilka lat – zaczęło się od ich ślubu, potem była sesja brzuszkowa, a w wcześniej dokumentowałem też ważne momenty w życiu rodzeństwa Patrycji. Dzięki temu, że regularnie widujemy się na różnych uroczystościach, czuję się w tym towarzystwie jak wśród starych, dobrych znajomych. I co najważniejsze – dokładnie tak samo jestem przez nich traktowany.

Tym razem powodem do spotkania był Chrzest Święty małego Wiktora. Ponieważ uroczystość odbyła się w okresie Bożego Narodzenia, kościół przywitał nas fantastycznym klimatem – wszędzie stały pięknie przyozdobione choinki i świąteczne dekoracje, co dodało zdjęciom wyjątkowego ciepła. Sam główny bohater, Wiktor, spisał się na medal i z dużą cierpliwością (i spokojem!) zniósł tradycyjne lanie wodą.

Po ceremonii przenieśliśmy się na przyjęcie do Złotego Jaru. To miejsce o tej porze roku wygląda po prostu magicznie – świąteczny klimat bije tam z każdego kąta i idealnie pasuje do rodzinnego świętowania.

Z racji tego, że wszyscy dobrze się już znamy, praca tego dnia była czystą przyjemnością. Nie było stresu, że „chodzi pan z aparatem i celuje w gości”. Dzięki temu pełnemu luzowi i zaufaniu, mogłem wyłapać mnóstwo naturalnych ujęć, szczerych uśmiechów i rodzinnych rozmów, które najlepiej oddają atmosferę tego dnia. To właśnie w takich momentach najbardziej doceniam to, że moje relacje z klientami trwają lata.

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Ania - sesja kobieca

Miesiąc: marzec 2026

To była sesja z cyklu „spotkanie po latach”, i to dosłownie! Z Anią znamy się tak długo, że oboje nie pamiętamy już momentu, w którym nasze drogi skrzyżowały się po raz pierwszy. Podczas zdjęć żartowaliśmy nawet, że na wspólną sesję umawiamy się średnio raz na siedem lat – taka nasza mała, fotograficzna tradycja.

Tym razem Ania przyszła do mnie z bardzo konkretną wizją. Sama przygotowała stylizacje, wymyśliła ogólny klimat, a mnie poprosiła o jedno: żebym zrealizował jej pomysł, ale oczywiście po swojemu.

Na miejsce akcji wybraliśmy zaprzyjaźnione Studio Przedmieście w Świdnicy. Uwielbiam to miejsce – jest tak uniwersalne i wszechstronne, że trudno o drugie takie w okolicy. Podczas jednej sesji można tam przejść płynnie od eleganckich kadrów fashion, przez ujęcia skąpane w naturalnym słońcu, aż po mroczny, gęsty klimat rodem z horroru.

Tym razem skupiliśmy się na zabawie światłocieniem i estetyce fashion. Pierwszą połowę sesji zrobiliśmy przy naturalnym świetle wpadającym przez wielkie okna studia – mocne słońce tworzyło tam konkretne, ostre światłocienie, które uwielbiam. Druga część sesji była dla mnie wyjściem ze strefy komfortu. Na co dzień jestem fanem światła naturalnego, ale tym razem całkowicie je porzuciłem na rzecz lamp studyjnych. Dawno nie pracowałem ze światłem w pełni kreowanym, więc była to dla mnie bardzo miła i odświeżająca odmiana.

Stylizacje Ani idealnie „zagrały” z tym twardym światłem. Skórzana spódnica, bardzo wysokie szpilki i dwie różne kurtki – najpierw szara ramoneska, a później czarna skóra – dodały całości charakteru i mocnego, modowego sznytu. Wyszło odważnie, stylowo i z pazurem.

Anka, dzięki za zaufanie i… do zobaczenia za 7 lat!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Dominika i Piotr

Miesiąc: marzec 2026

To był jeden z tych projektów, które sprawiają, że serce bije odrobinę szybciej – i to nie tylko ze względu na piękne widoki w Górach Sowich. Dominika i Piotr po prostu chcieli uwiecznić wspólnie swoją relację i to, co ich łączy. Czysta radość z bycia razem, zatrzymana w kadrze.

Jednak był jeden haczyk: Dominika sama jest fotografką. I powiem Wam szczerze – nieważne, ile lat trzymam aparat w ręku, sesja dla kogoś z branży zawsze niesie ze sobą dreszczyk emocji. W głowie pojawia się ta naturalna ciekawość: „Jak ona widzi świat?”, „Czy moja estetyka zgra się z jej spojrzeniem?”.

Para wymarzyła sobie sesję w totalnie jesiennym klimacie. Złote liście na drzewach, wyschnięte, żółte trawy i to specyficzne, niskie, poranne słońce, które o tej porze roku maluje góry na ciepło. Wybór padł na Góry Sowie, które jesienią wyglądają jak z obrazka. Żeby wycisnąć z tego poranka jak najwięcej, nie traciliśmy czasu na długie wędrówki szlakami – przemieszczaliśmy się autem między sprawdzonymi punktami, łapiąc najlepsze światło tam, gdzie akurat było najbardziej fotogeniczne.

Co najfajniejsze, Dominika i Piotr nie mieli wobec mnie żadnych sztywnych oczekiwań. Postanowili całkowicie mi zaufać i oddać stery w moje ręce. To zawsze miły gest, szczególnie ze strony innego twórcy, choć oczywiście motywuje do tego, by dać z siebie 110%.

Finalnie, kiedy zobaczyłem ich reakcje, mogłem spokojnie uznać misję za wykonaną. Powiedzieli, że są bardzo zadowoleni, a zdjęcia trafiły w ich gust. Skoro inna fotografka przybija mi „piątkę” pod materiałem, to chyba faktycznie udało nam się stworzyć coś fajnego!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Ela i Mariusz

Miesiąc: marzec 2026

To był fotoreportaż z tych, które udowadniają, że krótka forma może mieć w sobie mnóstwo treści i emocji. Ela i Mariusz postawili na konkret, ale z zachowaniem tego, co najważniejsze – bliskości i spokoju.

Zaczęło się u Mariusza. Przygotowania przebiegły dokładnie tak, jak powinny: w pełnym opanowaniu, bez zbędnego napięcia i zegarka w ręku. Przy wsparciu mamy i świadka wszystko poszło sprawnie, a Mariusz znalazł nawet czas na chwilę z kawą, by zebrać myśli przed tym, co miało nadejść.

U Eli atmosfera była nieco inna – więcej osób, nieco więcej ślubnej adrenaliny i stresu, ale wszystko to przykryte grubą warstwą uśmiechu i szczerej radości. Ten moment, kiedy Mariusz przyszedł po Elę i zobaczył ją po raz pierwszy w sukni ślubnej, był po prostu bezcenny. Widziałem po jego minie, że był pod ogromnym, pozytywnym wrażeniem. To był ten krótki, intymny moment „wow”, który uwielbiam łapać na zdjęciach.

Sama uroczystość odbyła się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Kudowie-Zdroju. Krótko, konkretnie i bardzo uroczyście. Po wszystkim ruszyliśmy na obiad do Pałacu Kamieniec. I tutaj małe sprostowanie – nazwa sugeruje ogromne zamczysko, a w rzeczywistości to przepiękny, kameralny hotel, który z zewnątrz przypomina stylowy dworek. Co dla mnie osobiście było najbardziej niesamowite, to atmosfera, jaka panowała między nami. Choć z Elą i Mariuszem widzieliśmy się pierwszy raz w życiu dopiero w dniu ślubu, od razu zostałem potraktowany jak członek rodziny.

Obiad zjedliśmy w jednej z pałacowych sal, w zupełnie spokojnej, domowej atmosferze. I tutaj muszę wspomnieć o czymś, co sprawiło, że mocno opuściłem swoją strefę komfortu. Prywatnie nie jadam grzybów – unikam wszystkiego, co z nimi związane. Tymczasem na obiad podano zupę borowikową z musem z borowików… Pomimo ogromnej niechęci, nie chciałem robić przykrości ludziom, którzy tak fantastycznie mnie przyjęli. Postanowiłem podjąć wyzwanie i zjadłem. Przeżyłem! I muszę przyznać, że była to mała cena za tak świetne towarzystwo.

Tuż po obiedzie ruszyliśmy na sesję. Zaczęliśmy w genialnej hotelowej bibliotece, która nadała zdjęciom nieco powagi i klimatu, a skończyliśmy w ogrodzie. Zachód słońca zrobił nam tam genialną robotę – światło było miękkie, ciepłe i idealnie domknęło historię tego dnia.

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center