Ania – sesja kobieca
To była sesja z cyklu „spotkanie po latach”, i to dosłownie! Z Anią znamy się tak długo, że oboje nie pamiętamy już momentu, w którym nasze drogi skrzyżowały się po raz pierwszy. Podczas zdjęć żartowaliśmy nawet, że na wspólną sesję umawiamy się średnio raz na siedem lat – taka nasza mała, fotograficzna tradycja.
Tym razem Ania przyszła do mnie z bardzo konkretną wizją. Sama przygotowała stylizacje, wymyśliła ogólny klimat, a mnie poprosiła o jedno: żebym zrealizował jej pomysł, ale oczywiście po swojemu.
Na miejsce akcji wybraliśmy zaprzyjaźnione Studio Przedmieście w Świdnicy. Uwielbiam to miejsce – jest tak uniwersalne i wszechstronne, że trudno o drugie takie w okolicy. Podczas jednej sesji można tam przejść płynnie od eleganckich kadrów fashion, przez ujęcia skąpane w naturalnym słońcu, aż po mroczny, gęsty klimat rodem z horroru.
Tym razem skupiliśmy się na zabawie światłocieniem i estetyce fashion. Pierwszą połowę sesji zrobiliśmy przy naturalnym świetle wpadającym przez wielkie okna studia – mocne słońce tworzyło tam konkretne, ostre światłocienie, które uwielbiam. Druga część sesji była dla mnie wyjściem ze strefy komfortu. Na co dzień jestem fanem światła naturalnego, ale tym razem całkowicie je porzuciłem na rzecz lamp studyjnych. Dawno nie pracowałem ze światłem w pełni kreowanym, więc była to dla mnie bardzo miła i odświeżająca odmiana.
Stylizacje Ani idealnie „zagrały” z tym twardym światłem. Skórzana spódnica, bardzo wysokie szpilki i dwie różne kurtki – najpierw szara ramoneska, a później czarna skóra – dodały całości charakteru i mocnego, modowego sznytu. Wyszło odważnie, stylowo i z pazurem.
Anka, dzięki za zaufanie i… do zobaczenia za 7 lat!














