Ela i Mariusz

To był fotoreportaż z tych, które udowadniają, że krótka forma może mieć w sobie mnóstwo treści i emocji. Ela i Mariusz postawili na konkret, ale z zachowaniem tego, co najważniejsze – bliskości i spokoju.

Zaczęło się u Mariusza. Przygotowania przebiegły dokładnie tak, jak powinny: w pełnym opanowaniu, bez zbędnego napięcia i zegarka w ręku. Przy wsparciu mamy i świadka wszystko poszło sprawnie, a Mariusz znalazł nawet czas na chwilę z kawą, by zebrać myśli przed tym, co miało nadejść.

U Eli atmosfera była nieco inna – więcej osób, nieco więcej ślubnej adrenaliny i stresu, ale wszystko to przykryte grubą warstwą uśmiechu i szczerej radości. Ten moment, kiedy Mariusz przyszedł po Elę i zobaczył ją po raz pierwszy w sukni ślubnej, był po prostu bezcenny. Widziałem po jego minie, że był pod ogromnym, pozytywnym wrażeniem. To był ten krótki, intymny moment „wow”, który uwielbiam łapać na zdjęciach.

Sama uroczystość odbyła się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Kudowie-Zdroju. Krótko, konkretnie i bardzo uroczyście. Po wszystkim ruszyliśmy na obiad do Pałacu Kamieniec. I tutaj małe sprostowanie – nazwa sugeruje ogromne zamczysko, a w rzeczywistości to przepiękny, kameralny hotel, który z zewnątrz przypomina stylowy dworek. Co dla mnie osobiście było najbardziej niesamowite, to atmosfera, jaka panowała między nami. Choć z Elą i Mariuszem widzieliśmy się pierwszy raz w życiu dopiero w dniu ślubu, od razu zostałem potraktowany jak członek rodziny.

Obiad zjedliśmy w jednej z pałacowych sal, w zupełnie spokojnej, domowej atmosferze. I tutaj muszę wspomnieć o czymś, co sprawiło, że mocno opuściłem swoją strefę komfortu. Prywatnie nie jadam grzybów – unikam wszystkiego, co z nimi związane. Tymczasem na obiad podano zupę borowikową z musem z borowików… Pomimo ogromnej niechęci, nie chciałem robić przykrości ludziom, którzy tak fantastycznie mnie przyjęli. Postanowiłem podjąć wyzwanie i zjadłem. Przeżyłem! I muszę przyznać, że była to mała cena za tak świetne towarzystwo.

Tuż po obiedzie ruszyliśmy na sesję. Zaczęliśmy w genialnej hotelowej bibliotece, która nadała zdjęciom nieco powagi i klimatu, a skończyliśmy w ogrodzie. Zachód słońca zrobił nam tam genialną robotę – światło było miękkie, ciepłe i idealnie domknęło historię tego dnia.

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center