Ola i Grzegorz
Miesiąc: styczeń 2026
Są takie dni, które od samego rana zapowiadają się wyjątkowo, i dokładnie tak było w przypadku ślubu Oli i Grzegorza niedaleko Łodzi. Choć żar lał się z nieba, a temperatura biła rekordy, nikomu nie odebrało to energii. Tym razem, zgodnie z życzeniem pary, zrezygnowaliśmy z tradycyjnych przygotowań i naszą wspólną przygodę zaczęliśmy od wzruszającego First Looka. To był ten krótki, intymny moment tylko dla nich, po którym od razu ruszyliśmy w stronę Sanktuarium Świętej Rodziny. Muszę przyznać, że kościół zrobił na nas ogromne wrażenie swoją przestrzenią, ale to, co działo się w środku, przerosło wszelkie oczekiwania.
Przy tak monumentalnym wnętrzu i skali uroczystości praca we dwoje bardzo ułatwia sprawę. Taka przestrzeń to dla fotografa wyzwanie, ale w duecie mogliśmy swobodnie rozstawić się w różnych punktach świątyni. Dzięki temu, gdy jedno z nas skupiało się na szerokich kadrach pokazujących dostojeństwo architektury, drugie mogło być blisko Pary Młodej, wyłapując każde spojrzenie i gest. Praca w parze daje ten komfort, że nawet w tak ogromnym kościele nic nam nie umyka, a my możemy pokazać całe spektrum emocji z zupełnie różnych perspektyw.
A było co fotografować! Rzadko zdarza się, by uroczystość ślubną prowadził osobiście Biskup w asyście aż siedmiu księży – to nadało wydarzeniu niesamowitej rangi i podniosłości. Oprawa muzyczna również była jedyna w swoim rodzaju, bo za instrumenty i mikrofony chwycili bliscy znajomi oraz rodzice Oli i Grzegorza. Ta schola stworzyła taką atmosferę, że nawet dłuższa liturgia minęła nam wszystkim w mgnieniu oka.
Po ceremonii przenieśliśmy się do Ośrodka „Młynczysko” w Poświętnem, gdzie czekało na nas przyjęcie w klimatycznym otoczeniu. Kiedy tylko zespół Dreszcze uderzył w pierwsze struny, parkiet dosłownie zapłonął. Żywe instrumenty zrobiły robotę – pierwszy taniec i późniejsza zabawa były tak żywiołowe, że trudno było oderwać wzrok od wirujących gości. W międzyczasie udało nam się na chwilę „ukraść” Olę i Grzegorza na krótką sesję we dwoje, by złapać oddech i kilka naturalnych ujęć w otoczeniu ośrodka. Zwieńczeniem tego intensywnego dnia był spektakularny pokaz fajerwerków, który rozświetlił nocne niebo i był idealnym podsumowaniem tej niesamowitej energii.
Olu, Grzegorzu – dziękujemy za zaufanie!
Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.
Karolina i Michał - Ślub w wojsku
Miesiąc: styczeń 2026
Mówi się, że śluby cywilne są krótkie i formalne, ale jeśli ktoś myśli, że przez to brakuje w nich emocji, to znaczy, że nigdy nie widział takiej uroczystości jak ta u Karoliny i Michała. Zostałem zaproszony, by towarzyszyć im z aparatem w samym sercu Oławy i muszę Wam powiedzieć – to był dzień, który zapamiętam na długo.
Uroczystość odbyła się w tamtejszym Urzędzie Stanu Cywilnego, otoczonym klimatyczną zabudową rynku, co samo w sobie tworzyło świetne tło. Jednak to, co nadało temu wydarzeniu prawdziwej podniosłości, to obecność wojska. Michał jest zawodowym żołnierzem, więc nie mogło zabraknąć munduru oraz tradycyjnego szpaleru żołnierskiego. Widok żołnierzy oddających honor parze młodej podczas wejścia i wyjścia z urzędu zawsze robi ogromne wrażenie i dodaje ceremonii wyjątkowego prestiżu.
Choć sama ceremonia nie trwała długo, była niesamowicie emocjonalna. W powietrzu czuć było skupienie i powagę chwili, a wzruszenie mieszało się z dumą. Jako fotograf uwielbiam takie momenty – kiedy w krótkim czasie kumuluje się tyle szczerych gestów i spojrzeń. Prawdziwa eksplozja radości nastąpiła jednak tuż po wyjściu z budynku. Na nowożeńców czekał deszcz kwiatów oraz tradycyjne rzucanie groszami na szczęście, co w otoczeniu oławskiego rynku wyglądało po prostu magicznie.
Karolino, Michale – dziękuję, że mogłem uwiecznić dla Was te piękne chwile!
Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.
Zosia, Zuzia, rodzice i balonik
Miesiąc: styczeń 2026
To jest ten rodzaj relacji z klientami, który w fotografii ceni się najbardziej – kiedy stajesz się kimś w rodzaju „kronikarza” rodziny.
Z Renatą, Adamem i ich dziewczynami znamy się już od dobrych kilku lat i muszę przyznać, że to niesamowite uczucie patrzeć, jak na naszych oczach dorastają Zosia i Zuzia. Mieliśmy zaszczyt fotografować ślub ich rodziców, sesję poślubną oraz wielokrotnie spotykaliśmy się przy okazji sesji świątecznych, więc każde kolejne spotkanie jest jak wizyta u starych znajomych. Tym razem padło na letnią sesję w soczystej zieleni, którą postanowiłem nieco urozmaicić moją małą fotograficzną fantazją. Wymyśliłem sobie, że dziewczynki będą miały ze sobą balony – a konkretniej cztery sztuki.
Jak się później okazało, połączenie dziecięcej energii, wiatru i doskonałej zabawy sprawiło, że po sesji nie ostał się ani jeden cały balonik. Ale wiecie co? To tylko potwierdza, że zabawa była przednia i nikt nie zaprzątał sobie głowy tym, by za wszelką cenę dbać o rekwizyty. Liczyły się tylko emocje i wspólny czas. Muszę otwarcie powiedzieć, że Zosia i Zuzia to jedne z naszych ulubionych modelek, a na każde spotkanie z tą fantastyczną rodziną czekamy z niecierpliwością. Uwielbiamy tę energię i autentyczną radość, którą obdarowują nas za każdym razem, gdy stają przed naszym obiektywem!
Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.
Natalia - sesja wizerunkowa
Miesiąc: styczeń 2026
Mówi się, że fotografowie najlepiej czują się po drugiej stronie obiektywu, ale każdemu z nas przydaje się czasem odświeżenie wizerunku. Tym razem przed mój aparat wskoczyła Natalia – osoba tak pozytywna i wesoła, że energia na planie była po prostu gwarantowana!
Z Natalią znamy się tak długo, że szczerze mówiąc… nie pamiętam już nawet momentu, w którym się poznaliśmy. Częściej niż o fotografii rozmawiamy i plotkujemy przy dobrej kawie, dlatego ta sesja była dla nas naturalną kontynuacją naszych spotkań.
Postawiliśmy na pełen spontan. Spotkaliśmy się w Przestrzeń Studio w Bielawie. Nie było wielkiego planowania ani skomplikowanego setupu oświetleniowego. Wykorzystaliśmy to, co najpiękniejsze – naturalne światło wpadające przez okno o zachodzie słońca.
Natalia sama jest fotografką, więc doskonale wiedziała, o co chodzi, ale i tak zależało nam na tym, żeby zdjęcia oddawały jej prawdziwy charakter – bez zbędnego pozowania i sztuczności. Złote godziny, domowy klimat studia i swobodna rozmowa zaowocowały kadrami, które są po prostu „jej”.
Natalia, dzięki za zaufanie i te kilka wspólnych chwil (choć pewnie i tak więcej przegadaliśmy, niż realnie fotografowaliśmy!). Do następnej kawy!
Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.
Daria, Michał, rudy kot i Tour de Pologne, czyli ślub z charakterem!
Miesiąc: styczeń 2026
Z Darią i Michałem znamy się już kawał czasu. Przerobiliśmy razem sporo przeróżnych sesji, a u Michała robiliśmy nawet nasze tatuaże! Oprócz projektów zawodowych trzymamy się też prywatnie, więc kiedy poprosili nas o sfotografowanie ślubu, poczuliśmy się po prostu wyróżnieni. Choć... muszę przyznać, że Daria od dłuższego czasu „odgrażała się”, że to będziemy my, więc wielkiego zaskoczenia nie było. Ale radość? Ogromna! :)
Jako że jesteśmy wielkimi zwolennikami sesji narzeczeńskich, tym razem po prostu nie mogliśmy sobie odmówić wspólnego wyjścia przed obiektyw. To idealny moment, żeby jeszcze bardziej się wyczuć i rozluźnić przed tym najważniejszym dniem. Wybór padł na Studio Kominka22 w Legnicy. Miejsce z duszą, które idealnie pasowało do ich energii. Jeśli chodzi o warunki pogodowe… cóż, nie było najcieplej. Powiem więcej: było całkiem rześko, zwłaszcza gdy biega się boso po zimnej podłodze! Ale efekt? Totalnie w punkt! Klimat sesji wyszedł tak dobrze, że zdjęcia z tej przygody przyozdobiły później ogród i salę weselną.
Dzień ślubu był dla mnie wyjątkowy również z innego powodu – fotografowałem go sam. Dwa tygodnie wcześniej powitaliśmy na świecie naszą córkę Zośkę, więc Monika – co oczywiste – musiała zostać w domu. Byliśmy jednak cały czas na łączach, a ja na bieżąco zdawałem jej relacje, nie obyło się również bez wideorelacjyi z przysięgi w kościele!
Początek dnia to był logistyczny rollercoaster. U Michała poszło jak z płatka: szybko, sprawnie, w świetnym nastroju, z czasem na toast i wygłaskanie Andrzeja (rudy kot, który absolutnie nie odmawiał czułości a ja jako zagorzały kociarz nie mogłem sobie tego odmówić). U Darii natomiast… zaczęły się schody. Wyobraźcie sobie: dom rodzinny, godzina przygotowań, a przez miejscowość właśnie w tym momencie przejeżdża Tour de Pologne! Żeby było śmieszniej, trasa kolarzy pokrywała się z naszą drogą na salę. Trzeba było celować z przejazdem niczym snajper, żeby nie utknąć w blokadzie na amen. ALE UDAŁO SIĘ! Wszyscy dotarli sprawnie i w komplecie.
Cały ten dzień upłynął pod znakiem luzu i dystansu. Daria zaprojektowała wystrój ogrodu i sali, wkładając w to całe swoje serce i gust. Na stołach wylądowały płyty winylowe jako podtalerze, a mini kule dyskotekowe zdobiły dosłownie wszystko – od parkietu po… tort!
A skoro o parkiecie mowa… to był totalny rozpiździel! O oprawę zadbał Wojtek Senus i muszę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Impreza była petardą, zwłaszcza jak prowadzi się weselny pociąg na wrotkach!
Z sesją plenerową życie napisało nam trudniejszy scenariusz. Planowaliśmy jesień, ale dokładnie miesiąc po ślubie Kotlinę Kłodzką zalała wielka woda po pęknięciu zapory w Stroniu Śląskim. W obliczu takiej tragedii nikt nie miał głowy do zdjęć – trzeba było zająć się skutkami powodzi.
Czekaliśmy do wiosny i postawiliśmy na miasto. Lasy i łąki to kompletnie nie ich bajka. Padło na Nikiszowiec – zabytkowe, górnicze osiedle w Katowicach. Wąskie uliczki i czerwona cegła zrobiły niebywały klimat! Przy okazji mała „polecajka”: w samym centrum Nikiszowca jest knajpa Café Byfyj. Serwują tam pizzę, dla której nawet ja (choć za pizzą nie przepadam) robię wyjątek. Przerwa na jedzenie naturalnie zamieniła się w kontynuację sesji z pizzą w roli głównej – i była to najlepsza decyzja! Na deser uderzyliśmy pod katowicki Spodek, żeby zrobić kilka klatek na całkowitym luzie. Wyszło znakomicie!
Dario, Michale – dzięki za zaufanie, zajebiście spędzony czas i masę genialnych wspomnień. Mam nadzieję, że to nie koniec naszej wspólnej przygody przed obiektywem? 🙂
Sala: Willa Diana
Film: Lotnia Weddings
DJ/Wodzirej; Wojtek Senus
kwiaty: Klaudia Sambulska
makeup: Joanna Sikorska























































































































































































































































































