Daria, Michał, rudy kot i Tour de Pologne, czyli ślub z charakterem!

Z Darią i Michałem znamy się już kawał czasu. Przerobiliśmy razem sporo przeróżnych sesji, a u Michała robiliśmy nawet nasze tatuaże! Oprócz projektów zawodowych trzymamy się też prywatnie, więc kiedy poprosili nas o sfotografowanie ślubu, poczuliśmy się po prostu wyróżnieni. Choć... muszę przyznać, że Daria od dłuższego czasu „odgrażała się”, że to będziemy my, więc wielkiego zaskoczenia nie było. Ale radość? Ogromna! :)

Jako że jesteśmy wielkimi zwolennikami sesji narzeczeńskich, tym razem po prostu nie mogliśmy sobie odmówić wspólnego wyjścia przed obiektyw. To idealny moment, żeby jeszcze bardziej się wyczuć i rozluźnić przed tym najważniejszym dniem. Wybór padł na Studio Kominka22 w Legnicy. Miejsce z duszą, które idealnie pasowało do ich energii. Jeśli chodzi o warunki pogodowe… cóż, nie było najcieplej. Powiem więcej: było całkiem rześko, zwłaszcza gdy biega się boso po zimnej podłodze! Ale efekt? Totalnie w punkt! Klimat sesji wyszedł tak dobrze, że zdjęcia z tej przygody przyozdobiły później ogród i salę weselną.

Dzień ślubu był dla mnie wyjątkowy również z innego powodu – fotografowałem go sam. Dwa tygodnie wcześniej powitaliśmy na świecie naszą córkę Zośkę, więc Monika – co oczywiste – musiała zostać w domu. Byliśmy jednak cały czas na łączach, a ja na bieżąco zdawałem jej relacje, nie obyło się również bez wideorelacjyi z przysięgi w kościele!

Początek dnia to był logistyczny rollercoaster. U Michała poszło jak z płatka: szybko, sprawnie, w świetnym nastroju, z czasem na toast i wygłaskanie Andrzeja (rudy kot, który absolutnie nie odmawiał czułości a ja jako zagorzały kociarz nie mogłem sobie tego odmówić). U Darii natomiast… zaczęły się schody. Wyobraźcie sobie: dom rodzinny, godzina przygotowań, a przez miejscowość właśnie w tym momencie przejeżdża Tour de Pologne! Żeby było śmieszniej, trasa kolarzy pokrywała się z naszą drogą na salę. Trzeba było celować z przejazdem niczym snajper, żeby nie utknąć w blokadzie na amen. ALE UDAŁO SIĘ! Wszyscy dotarli sprawnie i w komplecie.

Cały ten dzień upłynął pod znakiem luzu i dystansu. Daria zaprojektowała wystrój ogrodu i sali, wkładając w to całe swoje serce i gust. Na stołach wylądowały płyty winylowe jako podtalerze, a mini kule dyskotekowe zdobiły dosłownie wszystko – od parkietu po… tort!

A skoro o parkiecie mowa… to był totalny rozpiździel! O oprawę zadbał Wojtek Senus i muszę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Impreza była petardą, zwłaszcza jak prowadzi się weselny pociąg na wrotkach!

Z sesją plenerową życie napisało nam trudniejszy scenariusz. Planowaliśmy jesień, ale dokładnie miesiąc po ślubie Kotlinę Kłodzką zalała wielka woda po pęknięciu zapory w Stroniu Śląskim. W obliczu takiej tragedii nikt nie miał głowy do zdjęć – trzeba było zająć się skutkami powodzi.

Czekaliśmy do wiosny i postawiliśmy na miasto. Lasy i łąki to kompletnie nie ich bajka. Padło na Nikiszowiec – zabytkowe, górnicze osiedle w Katowicach. Wąskie uliczki i czerwona cegła zrobiły niebywały klimat! Przy okazji mała „polecajka”: w samym centrum Nikiszowca jest knajpa Café Byfyj. Serwują tam pizzę, dla której nawet ja (choć za pizzą nie przepadam) robię wyjątek. Przerwa na jedzenie naturalnie zamieniła się w kontynuację sesji z pizzą w roli głównej – i była to najlepsza decyzja! Na deser uderzyliśmy pod katowicki Spodek, żeby zrobić kilka klatek na całkowitym luzie. Wyszło znakomicie!

Dario, Michale – dzięki za zaufanie, zajebiście spędzony czas i masę genialnych wspomnień. Mam nadzieję, że to nie koniec naszej wspólnej przygody przed obiektywem? 🙂

Sala: Willa Diana
Film: Lotnia Weddings
DJ/Wodzirej; Wojtek Senus
kwiaty: Klaudia Sambulska
makeup: Joanna Sikorska

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center