Ewelina i Rafał
To była historia z serii „pozory mylą”! Ewelina i Rafał to para, która na pierwszy rzut oka zdaje się być oazą spokoju i opanowania, ale wystarczy dosłownie iskra, jeden impuls, żeby odpalili się ze swoim szaleństwem i pokazali, co to znaczy dobra zabawa.
Już na sesji narzeczeńskiej, którą zrobiliśmy na łące skąpanej w promieniach zachodzącego słońca, czuć było tę fajną energię. Ale to, co działo się w dniu ślubu, przerosło moje oczekiwania. Przygotowania? Totalny luz. Do tego stopnia, że Rafał po wbiciu się w garnitur, uznał, że ma jeszcze chwilę, więc wraz ze świadkiem rozegrali szybki mecz w Fifę na konsoli. Takie podejście do „godziny zero” to ja szanuję!
Do ślubu ruszyli stylowym, zielonym Garbusem. Sama uroczystość odbyła się w przepięknym Kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Kamieńcu Ząbkowickim. Ponieważ Rafał z zawodu jest policjantem, koledzy z pracy przygotowali dla nich uroczysty szpaler – moment wejścia i wyjścia z kościoła wyglądał dzięki temu niesamowicie godnie i filmowo.
Wesele odbyło się w „Karolówce” w Paczkowie. Zacznijmy od tego, że pierwszy taniec w ciężkim dymie był po prostu magiczny, ale to był tylko wstęp. Wykorzystaliśmy ogród Karolówki, żeby wraz z ich przyjaciółmi zrobić sesję z racami dymnymi – wyszedł z tego niezły ogień! Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie wszystko dało się zaplanować w stu procentach. Kiedy na zakończenie dnia wymarzyliśmy sobie nocne zdjęcia przy napisie LOVE, pogoda postanowiła spłatać nam figla. Zaczął padać deszcz, więc musieliśmy urządzić sobie polowanie na każdą minutę przerwy w opadach, żeby złapać te wymarzone kadry. Udało się!
Na sesję poślubną uciekliśmy od natury. Ewelina i Rafał, podobnie jak ja, stwierdzili, że lasy i łąki to nie ich bajka, za to miejska dżungla pasuje im idealnie. Padło na Łódź i legendarną ulicę Piotrkowską. Przez kilka godzin zwiedzaliśmy wąskie uliczki, ukryte przejścia i klimatyczne podwórka starych kamienic. Był czas na szybką kawę i coś, co kompletnie skradło show – sesja na hulajnogach elektrycznych! Młodzi śmigali nimi po „Pietrynie” w ślubnych strojach, a przechodnie oglądali się za nami z nieskrywaną zazdrością. Nie mogliśmy też odpuścić łódzkich murali, które stały się genialnym tłem dla ich miejskiego, nowoczesnego klimatu.
Ewelina, Rafał – dzięki za ten dystans i za to, że pozwoliliście mi uwiecznić Wasze „drugie, szalone oblicze”!





















































































































