Ola i Bartek
To była historia pełna rodzinnego ciepła, ognistego temperamentu i... małego błędu w Matrixie! Kiedy myślę o ślubie Oli i Bartka, od razu przypomina mi się ten niesamowity balans między totalnym szaleństwem na parkiecie a klimatem slow wedding, który panował w ogrodzie.
Zaczęło się od przygotowań w Krotoszynie. U obojga gościł ten sam scenariusz: duży luz, dużo śmiechu i zero niepotrzebnej spiny. Ta rodzinna atmosfera towarzyszyła nam przez cały dzień, ale to, co działo się później w Restauracji Wawrzyniak, na długo zostanie mi w pamięci.
Zacznijmy od muzyki, za którą odpowiadał DJ Schock. I tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać – przeżyłem niezłe zdziwienie. Wchodzę na teren obiektu, witam się z DJ-em, który stoi na zewnątrz. Sekundę później wchodzę na salę, a tam… znów on! Ten sam gość, stoi za konsolą. Przez chwilę myślałem, że to jakieś czary albo nadmiar emocji, a okazało się, że za sterami siedzieli bracia bliźniacy – Piotr i Paweł. Trzeba przyznać, że chłopaki robią robotę, bo parkiet dosłownie płonął!
Kiedy goście potrzebowali złapać oddech, ogród Restauracji Wawrzyniak stawał się idealną strefą relaksu z drinkami i rozmowami. To właśnie tam odbył się jeden z najbardziej spektakularnych momentów wieczoru – podanie tortu. Nie było tradycyjnie i nudno; w tle wystrzelono kolorowe race, co stworzyło genialne widowisko. Całość dnia zwieńczyliśmy klimatyczną sesją z zimnymi ogniami, które zawsze dodają tej odrobiny magii.
Na sesję plenerową miałem jednak zupełnie inny pomysł. Chciałem podkreślić styl vintage i nadać zdjęciom nieco onirycznego, miękkiego charakteru. Wykorzystałem stary fotograficzny patent i… założyłem pończochę na obiektyw. Efekt? Dokładnie taki, jakiego szukałem! Ola i Bartek bawili się doskonale, tańcząc w promieniach zachodzącego słońca, a ja mogłem uwiecznić ich radość w sposób, który wygląda jak z klatki starego filmu.
Ola, Bartek – dzięki za tę dawkę energii i za to, że daliście się namówić na moje fotograficzne eksperymenty!
PS. Nie mogę nie wspomnieć o pewnej bohaterce drugiego planu! Jedna z pań dzień przed ślubem doznała kontuzji kostki i nie była w stanie sama chodzić. Na szczęście znalazł się bohater, który pomógł jej się przemieszczać i zrobił to w bardzo oryginalny sposób – nosząc ją na ramieniu przez całą imprezę. Takich gości tylko pozazdrościć!
































































































































