Teresa i Kamil
To była prawdziwa lekcja tego, że w fotografii ślubnej nie ma czegoś takiego jak „zła pogoda” – są tylko nowe możliwości! Kiedy myślę o Teresie i Kamilu, od razu widzę ten kontrast. Z jednej strony nasza sesja narzeczeńska: szalona zabawa na łące, wysoka trawa i słońce, które nas wręcz rozpieszczało. Z drugiej strony dzień ślubu, który przywitał nas ścianą deszczu.
Lało praktycznie przez cały czas. Z perspektywy fotografa to zawsze wyzwanie, ale miało to swój plus – goście od progu trzymali się razem na sali, co od razu podbiło temperaturę imprezy. My jednak nie zamierzaliśmy się poddawać. Gdy tylko deszcz na moment odpuścił, ruszyliśmy pod starą stodołę. Jej wielkie drzwi i ściana gęsto pokryta bluszczem okazały się genialnym tłem do spontanicznych zdjęć. Zrobiliśmy tam mini plener i szybkie ujęcia z gośćmi, które dały wszystkim mnóstwo radości – może właśnie dlatego, że były robione „na partyzanta” między jedną ulewą a drugą!
Sama ceremonia odbyła się w Bazylice Mniejszej w Ziębicach. To potężna, majestatyczna świątynia. Choć jej wnętrze jest dość ciemne, to dla fotografa jest tam masa zakamarków i gry świateł, które pozwalają na naprawdę nieszablonowe kadry. Moment wejścia Pary Młodej był wyjątkowo wzruszający – na wejście zaśpiewała im świadkowa, Agata, i muszę przyznać, że ciarki były gwarantowane.
Na wesele przenieśliśmy się do Zajazdu Derkacz, gdzie za sterami stanął DJ Waldemar House. Waldek to taki typ, który z pozoru wydaje się cichy i spokojny, ale jak już złapie za mikrofon i odpali sprzęt, to rozkręca imprezę na medal! A skoro o rozkręcaniu mowa – Teresa i Kamil zaserwowali gościom coś, co totalnie skradło moje serce. Zamiast tradycyjnego, słodkiego tortu, wjechała… pizza! Młodzi sami ją pokroili i podali gościom. Muszę Wam zdradzić, że ja osobiście za pizzą jakoś szczególnie nie przepadam, ale ta była naprawdę bardzo dobra. Goście za to byli totalnie zachwyceni i dla mnie to absolutny hit oraz genialna alternatywa, która idealnie pasowała do ich luźnego podejścia.
Na sesję poślubną pierwotnie planowaliśmy pałacowe wnętrza, ale życie zweryfikowało te plany i finalnie wylądowaliśmy w naszych Górach Sowich. I wiecie co? Nie mogło być lepiej! Zrobiliśmy jesienną sesję pełną ciepła, radości i szczerych przytulasów wśród rudych liści. Czasami to, co spontaniczne i nieplanowane, wychodzi najlepiej.
Tereso, Kamilu – dzięki za ten dystans do deszczu i za najlepszy „tort” sezonu!
Tego dnia towarzyszyła nam również Iwona jako ContentCreator – IS Ślubnych Wspomnień



























































































