Marta i Piotr

To był dzień, w którym wszystko zagrało idealnie – od ekipy, przez pogodę, aż po niesamowitą energię Marty i Piotra. Tym razem pracowaliśmy w duecie z Moniką, co dla nas samych było wyjątkowe – w końcu, po dłuższej przerwie, mogliśmy znów stanąć ramię w ramię na zleceniu (Zośka w tym czasie dzielnie spędzała czas z babcią). Praca we dwoje to dla nas ogromny komfort, który pozwala skupić się w pełni na zadaniu i złapać dwa razy więcej emocji z różnych perspektyw. Na pokładzie był też Dawid z Lotnia Weddings, więc w takim składzie wiedzieliśmy, że materiał będzie petardą.

Zanim jednak uciekliśmy na łono natury, musieliśmy zmierzyć się z miejskim gąszczem Łodzi. Przygotowania odbywały się w klasycznej scenerii – oboje szykowali się w mieszkaniach na łódzkich osiedlach z tzw. wielkiej płyty. Ten surowy klimat blokowisk zawsze tworzy niesamowity, autentyczny kontrast z elegancją ślubnych strojów. U Piotra zaczęło się od małego sprawdzianu umiejętności manualnych – tuż przed wyjściem odpadł guzik w koszuli. Na szczęście z pomocą przyjaciół operacja igłą i nitką zakończyła się pełnym sukcesem. U Marty, mimo sporego grona bliskich osób i radosnego gwaru, wszystko szło jak z płatka. Prawdziwa kulminacja nastąpiła jednak w momencie ich spotkania. Gdy Piotr w końcu ujrzał Martę, zadziałała czysta magia. To był ten autentyczny, bezbronny zachwyt, który uwielbiamy fotografować – moment, w którym świat na chwilę przestaje istnieć.

Do Przystanku Zofiówka Młodzi ruszyli z przytupem – czerwonym Triumph Spitfire z odsłoniętym dachem. Widok ich roześmianych twarzy w tym klasycznym aucie był zapowiedzią tego, co czekało nas na miejscu.

Przystanek Zofiówka to prawdziwa enklawa spokoju, ukryta w lesie, na totalnym odludziu. Słońce przedzierające się przez korony drzew stworzyło genialne światłocienie, które idealnie podkreśliły dekoracje przygotowane przez Małgosię „Mooshka” Muszyńską. Tuż przed ceremonią udało nam się zrobić krótką, spontaniczną sesję – chwilę na oddech, przytulenie i wyciszenie nerwów przed najważniejszym „tak”. Sama uroczystość plenerowa, choć prowadzona przez urzędnika, miała niezwykle osobisty i rodzinny charakter. Wszystko za sprawą własnych przysiąg, które Marta i Piotr wygłosili sobie nawzajem. Nie zabrakło łez wzruszenia, ale tych najlepszych – płynących prosto z serca i mieszających się z szerokim uśmiechem.

A potem? Potem parkiet dosłownie zapłonął! Mateusz z Rustykalnych Artystów zadbał o to, by nikt nie podpierał ścian. Zabawa przeniosła się do budynku tuż przy altanie, gdzie drewniana podłoga i sufit doskonale współgrały z ciepłym, nastrojowym światłem DJ-a, tworząc niesamowicie przytulną całość. Leśne otoczenie sprzyjało nietypowym rozwiązaniom – tort podano pod gołym niebem, co w otoczeniu ciemnego lasu wyglądało fenomenalnie. Gdy się ściemniło, goście ponownie wyszli do ogrodu, by wspólnie zatańczyć belgijkę i wziąć udział w szybkiej, totalnie luźnej sesji z gośćmi, która była idealnym domknięciem tego radosnego szaleństwa.

Ale to był fajny dzień!

Zapraszamy do kontaktu. Chętnie umówimy się na kawę w celu poznania się i omówienia ewentualnej współpracy.

Kontakt

Privacy Preference Center